| Wpisany przez Magda |
| niedziela, 13 czerwca 2010 07:51 |
Kreta 2006
INFO PRAKTYCZNE:
Zapraszamy także do galerii zdjęć!
CHWILA PIERWSZASiedzę na tarasie pen
POWITANIE Z WYSPĄKreta dziś postanowiła CHWILA DRUGA WĄWÓZ AGIA IRINI
CHWILA TRZECIA
AZOGIRES - PALEOCHORA - ELYROS
Po udanych łowach w rybnej knajpie Karavela jemy świeże rybki: ja - rybkę z wód głębszych, Marek - rybkę z wód płytszych, Mati - jednak musakę (zapiekanka z ziemniaków, bakłażanów, cukinii i mielonego mięsa z pomidorami pod beszamelem). Do tego tonące w złotej oliwie warzywka: fasolakia (wiadomo), kolokifia (cukinia). LISSOS
SOUGIA - CHANIANad drogą do Omalos ciężkie, ołowiane chmury. Nici z moich górskich planów. Szczyt Gingilos musi poczekać. Decydujemy się więc pojechać do Hani. Trzeba wypłacić kasę, poszukać lauty albo buzuki dla Tomka, odwiedzić muzeum archeologiczne z eksponatami z odkrytych przez nas antycznych osad południowej Krety m.in. z Lissos, Elyros i Tarry. Poza tym miło będzie znów powłóczyć się wśród weneckich zaułków Hani. Mamy jeszcze jeden cel - odwiedzić Cafe Vafe - kafenion otwarty 1 maja przez Gosię i Bartka z Polski. CHWILA CZWARTAAleż jesteśmy dziś szczęśliwi. Grzejemy zmęczone ciała na gorących kamieniach plaży w Sougia. Przed chwilą wypiłam prawdziwie pomarańczowy w barwie i smaku sok pomarańczowy. Z dumą i poczuciem szczęścia patrzę na białą plamkę kościółka Profitis Ilias, ledwie migoczącą w słońcu na odległej, zalanej słoneczną mgłą nadmorskiej skale. Dziś tam byliśmy. Stopy odpoczywają w cieple kamieni po 5 godzinnym spacerze górską, nadmorską ścieżką, używaną jeszcze przez Minojczyków. Za skałą ukrywa się niewidoczne stąd wejście do wąwozu Tripiti. Tam właśnie zaczęliśmy naszą dzisiejszą wędrówkę. TRIPITI - PROFITI ILIAS - PIKILASSOS - SOUGIARano stary Grek zawiózł nas swoją łódką do maleńkiej plażki u wylotu wąwozu Tripiti. Wskazując palcem nieokreślony punkt w przestrzeni, powiedział "300, 400 metres and then up". Uwielbiam chwile wchodzenia do kreteńskich wąwozów, otwarte skalne wrota zapraszają do środka, ale nigdy nie wiadomo, jakie niespodzianki czekają na wędrowców w trakcie drogi. Wrota zamykają się za plecami , a skalne ramiona zaciskają się coraz ciaśniej. Wąwozy, w których przecież nie sposób zabłądzić, zaskakują skalnymi uskokami i załomami, nagłymi różnicami poziomów, ogromnymi głazami barykadującymi drogę. Trzeba szukać dogodnego przesmyku, właściwego oparcia dla stóp, głazu, z którego wygodnie będzie zeskoczyć, bez żadnej gwarancji, że wybrane przejście doprowadzi nas do ścieżki. Tak było w naszych ukochanych wąwozach Aradena i Sarakina. Wiem, że wąwóz Tripiti jest jednym z trudniejszych wąwozów, choć majestatyczna skalna brama, strzegąca wąwozu od strony morza, nie zwiastuje żadnych niebezpieczeństw. Ja też nie spodziewam się niczego złego, bo dnem wąwozu będziemy szli tylko przez pół godziny, więc jego tajemnice pozostaną dla nas jeszcze tym razem nieodkryte. Turyści po przejściu wąwozu Samaria, płynący promem z Agia Roumeli do Sougia i Paleochora, z zaciekawieniem pokazują sobie biały domek stojący na dnie wąwozu Tripiti, między jego pionowymi ścianami. Dziś dowiaduję się, że dom i cysterna należą do mieszkańca Agia Roumeli, który wypasa tu swoje kozy. Zaskoczeni tuż przy wylocie wąwozu znajdujemy biały kościółek przytulony do skały. W pomarańczowym dachu kościółka tkwi śruba rybackiego kutra, a na niej wisi dzwon. SOUGIA - RETYMNONDzień ostatni. Jutro wylatujemy. Nie cierpię tego uczucia. Opuszczamy naszą słodką Sougię i boski pensjonat Arhondiko. Żegnamy się z naszymi cudownymi gospodarzami Eleni i Kirkosem. Kupujemy 5 litrów zielonej oliwy z gaju oliwnego Kirkosa w pobliskiej górskiej wiosce Liivada. Eleni opowiada, że dojrzałe oliwki strząsają z drzew elektrycznym urządzeniem w grudniu, pozwalając drzewom szybko wiązać nowe owoce, podczas gdy większość rolników w tych okolicach stosuje jeszcze stary system zbiorów. Pod drzewami rozkładają maty i czekają do maja aż oliwki spadną z drzew same.
|
| Poprawiony: wtorek, 15 czerwca 2010 13:45 |



