Marrakech - Sen sułtana Pałac El Badi PDF Drukuj Email
Wpisany przez Magda   
niedziela, 20 czerwca 2010 00:00

S E N    S U Ł T A N A  

Pałac El Badi قصر البديع

Sułtan Ahmad al Mansur odbywał właśnie poobiednią sjestę. Leżał wygodnie na miękkich poduszkach w cieniu rozłożystych palm podjadając daktyle nadziewane migdałami. Jeden z eunuchów wachlował go delikatnie pawimi piórami a trzy ulubione hurysy czekały nieopodal na najmniejsze skinienie swojego pana gotowe spełnić każde, nawet najbardziej wyszukane życzenie. Na twarzy największego władcy z dynastii Saadytów pojawił się błogi uśmiech. Miał powody do zadowolenia. Odkąd po śmierci brata został obwołany niepodzielnym władcą Maroka odnosił coraz większe polityczne i militarne zwycięstwa. Najpierw w bitwie Trzech Króli rozgromił Portugalczyków, a okup, który otrzymał w zamian za uwolnienie jeńców pomnożył jego bogactwa. Później podbił Timbuktu rozszerzając granice Maroka o terytoria saharyjskie. Potrafił również przezwyciężyć nieufność niewiernych europejczyków i zachęcić ich do rozwinięcia handlu z północno – zachodnią Afryką.

Marokańskie przyprawy nadawały wyszukany smak potrawom serwowanym w domach hiszpańskich, angielskich i francuskich arystokratów a bogato zdobione dywany, jedwabne tkaniny, oraz biżuteria stanowiły egzotyczne pamiątki cieszące oczy ich kobiet.

Sułtan rozpoczął nawet korespondencję handlową z królową Elżbietą I – zachęcając ją do zwiększenia liczby angielskich kupców odwiedzających emirat Maroka, gwarantując im godziwe zyski i bezpieczeństwo.

Chociaż wrodzoną nieufność do niewiernych potęgował fakt, iż rządzi nimi kobieta….

 

Jednak to, co cieszyło go najbardziej - roztaczało się wokół niego. Był przekonany, iż żaden – nawet najpotężniejszy – władca na całym znanym mu świecie nie posiada domu równie niezwykłego, pełnego przepychu, bogactwa i wygód.

Pałac El Badi, nie na darmo nazwany „Nieporównywalnym”, powstawał w centrum Marrakeszu przez ćwierć wieku i dawał wspaniałe świadectwo potęgi rodu Saadytów. Wysokie na niemal 10 m mury miały nie tylko chronić przed najeźdźcą, ale również zapewniać całkowitą izolację przed światem zewnętrznym. Sułtan postanowił się po nich przespacerować. Patrząc z góry na tętniący życiem Marrakesz mógł – niemal z lotu ptaka – śledzić wzrokiem swoich poddanych i napawać się bezwzględną władzą, jaką nad nimi posiadał.

 

Po chwili miał jednak dosyć tego widoku i palącego okrutnie słońca. Zszedł na obszerny dziedziniec pełen dorodnych drzew pomarańczowych i zasiadał przy brzegu największego, długiego na prawie 100 m zbiornika wodnego. Krystalicznie czysta woda zachęcała do kąpieli – zwłaszcza w takie upalne dnie jak ten. On jednak nie lubił się kąpać – wolał patrzeć jak w basenie zabawiają się jego liczne hurysy, jak woda prześlizguje się po ich jedwabistych kilkunastoletnich ciałach, jak szczebiocą radośnie racząc się najsłodszymi kęsami winogron i pomarańczy. Którą dzisiaj wybrać?

Insz Allach

 

Najwięksi architekci epoki zaprojektowali dla niego El Badi. To za ich namową ściągną z różnych stron świata najlepsze i najdroższe surowce. Marmury – z Włoch, złoto – z Indii i Sudanu – drewno cedrowe – z gór Wysokiego Atlasu. Setki najlepszych rzemieślników pracowało przez większą część swojego życia by zasłużyć na godziwą zapłatę i ledwo widoczny uśmiech na twarzy sułtana wyrażający jego zadowolenie.

 

Każdą z 360 komnat pałacu raczył zaakceptować mniej lub bardziej widocznym gestem aprobaty.

Prawdziwą jednak dumą i najważniejszym miejscem stała się Kubba al Hamsiniyya - Sala Pięćdziesięciu - miejsce oficjalnych ceremonii. Jej nazwa pochodzi od pięćdziesięciu zdobiących ją marmurowych kolumn. Sułtan z nieukrywaną satysfakcją przyglądał się twarzom wszelkiej maści posłańców, którzy dostąpili zaszczytu spotkania z nim w tym miejscu. Nawet sędziwi i doświadczeni posłańcy, którzy niejedno już w życiu widzieli, nie mogli powstrzymać odruchu otwartych ust i nieraz trzeba ich było ponaglać, aby sprawę swą sprawnie wyłuszczyli.

Ahmad al Mansur miał dla swoich przyjaciół, sprzymierzeńców i gości przestronne, wygodne komnaty, baseny i pachnące ogrody. Dla wrogów miał połączone siecią tuneli podziemne lochy. Małe, zatęchłe, ciemne i ponure cele były piekłem kontrastującym z nadziemnym pałacowym rajem.

Nie ma boga ponad Allacha a Mahomet jest jego Prorokiem

Nie ma pałacu ponad El Badi, a al Mansur jest jego Twórcą

Duma rozpierała sułtana patrzącego i oddychającego swoim Dziełem. Słyszał głosy swoich potomków z dynastii Saadytów: „ to nasz ojciec, nasz dziadek, pradziadek Ahmad al Mansur az Zahabi – Zwycięski i Złoty, to on wybudował ten Pałac!

Co z tego, że ma licznych wrogów? Co z tego, że nawet najbliżsi knują za jego plecami? Co z tego, że w sułtańskiej kasie coraz mniej złota?

Nic, absolutnie nic nie może zagrozić Twórcy El Badi!

Sułtan pogrążony w rozmyślaniach nie spostrzegł jak słońce zaszło za murami pałacu, a niebo nad Marrakeszem rozświetliło tysiące gwiazd. Z błogostanu wyrwało go dopiero nawoływanie muezina.

Allach Akbar! Allach Akbar!

Po modlitwie udał się prosto do sypialni. Dzisiaj wyjątkowo chciał zasnąć sam, więc żadna z pięknych hurys nie dostąpiła zaszczytu dzielenia z nim łoża. Od pewnego czasu sułtana nawiedzały piękne i niezwykle przyjemne sny. Widział siebie rozmawiającego z Prorokiem Mahometem. Wędrowali po ogrodach El Badi rozstrzygając pewne koraniczne kwestie. Zachwycali się pięknem pląsających wokoło nich kurtyzan i jakością złoceń na sklepieniach poszczególnych komnat. Mahomet zwrócił uwagę na liczne – nieznane w jego czasach - nowinki techniczne dotyczące zwłaszcza kanalizacji i systemowi podziemnego nawadniania ogrodów.

Co mu się przyśni dzisiejszej nocy?    Insz Allach!

Do jego uszu dochodziły głuche odgłosy wystrzałów – jacyś obcy żołnierze wiwatowali, strzelając w powietrze.

Pałac El Badi spowijał szary dym, mury obronne w kilu miejscach zamieniły się w sterty białego gruzu, dziedziniec główny pełen martwych ciał ludzi zmasakrowanych do tego stopnia, że nie można było rozpoznać ich twarzy, basen wypełniony po brzegi czerwoną cieczą, przy jednym z nadpalonych drzew pomarańczowych klęczała naga kobieta… Płacz ugrzązł jej w gardle, potargane, niegdyś piękne kruczoczarne włosy zmieniły się w zlepiony krwią i potem kokon. Przecież to Badrija! Nazywał ją Uśmiechniętym Księżycem, gdyż spotykali się tylko w nocy i zawsze była radosna… Pachniała pomarańczami i jaśminem…najlepiej koiła jego sułtańskie rozterki i najlepiej zaspokajała jego męskie żądze…

Po chwili ujrzał olbrzymią zrujnowaną komnatę. Dopiero po chwili rozpoznał w niej Salę Pięćdziesięciu. Była częściowo spalona, doszczętnie złupiona i cuchnąca. Zorientował się, że stąpa po czymś miękkim i lepkim. Przeniósł wzrok na niegdyś wspaniałą terakotową mozaikę. Cała usłana była ciałami martwych dzieci – jego dzieci…

Nieeeeeeeee!

Sułtan zerwał się ze swego łoża zlany zimnym potem. Miewał wcześniej różne sny – zarówno piękne jak i koszmarne, ale nigdy nie były tak wyraźne i bolesne...

 

To tylko zły sen! To tylko sen! - Uspokajał sam siebie. Ale nie zasnął już tej nocy. Wezwał Ibrahima – jednego z najwierniejszych eunuchów, by ten pomógł mu się ubrać.

Ahmad al Mansur wyszedł do ogrodu, usiadł pod drzewem pomarańczowym i wsłuchał się w odgłosy cykad. Wciąż nie mógł usunąć z pamięci koszmarnego snu. Obrazów, które dostarczyły mu tyle niemal fizycznego bólu.

Zaczął zadawać sobie pytania, które od dawna nie zaprzątały jego myśli: jak groźni są moi wrogowie – ci przeklęci Alawici? Czy ktoś planuje mnie zdradzić? Kto będzie rządził Marokiem po mojej śmierci? Co powinienem zrobić? Komu mogę w pełni zaufać?

Na Allacha! Przecież to był tylko sen!

Wstał popatrzył na rozgwieżdżone niebo i zasępiony wrócił do swojej sypialni.

Badrija! Ibrahim wezwij Badriję!

************************************

Sen sułtana spełnił się wkrótce po jego śmierci….

Poprawiony: niedziela, 20 czerwca 2010 19:03